Czarnecki & Bagińska Adwokaci i Radcowie Prawni sp. k.
O kancelarii
Zakres działalności
Adwokaci
Publikacje
Zasady współpracy
Dla frankowiczów
Artykuły prasowe
Kontakt

Artykuły prasowe


Dlaczego Polacy mało zarabiają ?

      Kandyduję w wyborach do Sejmu i na spotkaniach z mieszkańcami Garwolina, Siedlec czy Pułtuska na pytanie co jest ich największym problemem nie pada odpowiedź, że służba zdrowia, szkolnictwo czy ochrona środowiska. Okazuje się, że problemem numer jeden są niskie wynagrodzenia, nie tylko mieszkańców Mazowsza, ale całej Polski. Jak to jest, przecież większość Polaków pracuje dużo, ciężko i wydajnie. Dlaczego więc sprzedawczyni w Lidlu w Polsce zarabia średnio 2500 zł, a w Niemczech 2500, ale euro. Dlaczego Polacy mało zarabiają ?

      Amerykanin na pytanie skąd bierze się prąd odpowiada, że „ z gniazdka”. Na pytanie „dlaczego Polacy mało zarabiają’’ opowiedziałby bo „pracodawca mało płaci’’. Prawidłowa odpowiedź jest jednakże dużo bardziej skomplikowana.

      Średnie miesięczne wynagrodzenie Polaka jest trzykrotnie mniejsze od wynagrodzenia Niemca, a średnia emerytura nawet czterokrotnie mniejsza. Co jest tego przyczyną? Z pewnością jednym z powodów jest wysokie opodatkowanie. Polak płaci procentowo i kwotowo więcej podatku dochodowego niż Amerykanin. Oprócz podatku dochodowego Polak płaci VAT 23% - jeden z najwyższych w Europie, gdy tymczasem w USA na Florydzie VAT wynosi 7% , a w Szwajcarii 8%. Do zapłacenia jest jeszcze ZUS – 1500 zł, która to kwota dla pracodawców zatrudniających kilku pracowników, a takich to firm jest najwięcej, stanowi często barierę nie do pokonania. Każdy Polak pracujący w sektorze prywatnym pokrywa ze swojego wynagrodzenia pensje osób zatrudnionych przez państwo i samorząd w tym urzędników, prokuratorów, sędziów świadczących często usługi wątpliwej jakości, za które jak w przypadku sądów dodatkowo musimy płacić w postaci opłat sądowych, kancelaryjnych, czy też rekordowo wysokiej opłaty za ksero (1 zł za stronę). W Polsce 23% ogółu pracujących zatrudnionych jest w sektorze publicznym, a w Niemczech 15%. Największymi pracodawcami są urzędy i instytucje publiczne. (Policja – 100 tys., ZUS – 43 tys.). Wartość produkowanych usług przez pracowników tych instytucji jest równa zeru. Do gigantycznej armii urzędników (700 tys.) należy doliczyć bezrobotnych.

      Pomimo 30 lat kapitalizmu wartość dóbr i usług, które wytwarza Polak w ciągu roku jest trzykrotnie mniejsza niż w Niemczech, a w porównaniu z Amerykanami czterokrotnie niższa. Jaka jest tego przyczyna ? Ponieważ w Polsce produkujemy proste produkty i usługi, na które marże są niskie. Najczęściej montujemy gotowe elementy i wytwarzamy produkty o niskim zaawansowaniu technologicznym. W Polsce nie mamy firmy o zasięgu globalnym, natomiast każdy Polak znajdzie produkty tych firm lub usługi. Nawet proste wydawałoby się produkty jak sprzęt ogrodniczy produkowany i sprzedawany jest przez firmy zagraniczne, a nie polskie. Jak można mówić o innowacyjności polskiej gospodarki, jeśli 580 tys. Polaków po studiach w 2017 r. mieszkało w krajach Unii Europejskiej. Prawdą jest, iż po1989 r. powstało wiele prywatnych szkół wyższych, jednakże nastawionych bardziej na zarabianie niż kształcenie. Znacznie zwiększył się wskaźnik osób z wyższym wykształceniem, ale absolwenci tych wyższych szkół to głównie politolodzy, historycy, specjaliści od marketingu i zarządzania. Najlepsze polskie wyższe uczelnie nie plasują się nawet w rankingu 400 najlepszych uczelni na świecie. Polskie instytuty badawcze nie mają większych osiągnięć. Ilość patentów rejestrowanych w Polsce znacznie odbiega od średniej unijnej. Przedsiębiorcy nie chcą płacić za nowe rozwiązania, a uczelnie nie potrafią ich sprzedać.

      W Polsce na większą skalę produkują głównie firmy zagraniczne, które tu zainwestowały przede wszystkim ze względu na tanią siłę roboczą i dotacje państwowe. Przykładem może być bank inwestycyjny J.P. Morgan Chase, który otrzymał z kasy państwowej dotacje w wysokości 20 milionów złotych. Decyzja polskiego rządu jest o tyle kuriozalna, iż to ten bank wielokrotnie uderzał w interesy polskie rekomendując sprzedaż polskiej waluty i wystawiając polskiej gospodarce fatalne oceny. Niemiecki koncern Daimler AG , w którym Polacy niewolniczo pracowali podczas wojny, na otwarcie swojego zakładu również został wsparty dotacją państwową w wysokości 19 mln euro. Polskie firmy, które miały być traktowane na równi z zagranicznymi nie mogą liczyć na dotacje państwowe. Przykładem może być polska firma Ursus, produkująca ciągniki rolnicze, której polski rząd odmówił pomocy. Za to Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości hojnie wsparła kwotą 40 mln zł, tak to niestety nie żart, budowę restauracji przez ( i tu bez ironii) naszą prawdziwą chlubę narodową Roberta Lewandowskiego.

      W Polsce nie ma wielkich prywatnych korporacji inwestujących i czerpiących zyski na całym świecie. Spółki skarbu państwa takie jak Orlen –rafineria w Możejkach – czy też KGHM – inwestycja w Chile, jest dobrym przykładem nieudolności i braku kompetencji nominatów partyjnych w roli menadżerów. Polskie prywatne firmy nie mają niezbędnego kapitału, ani też wsparcia. Od Amerykanów a w szczególności Francuzów długo jeszcze będziemy się uczyć jak państwo dba o interesy firm inwestujących za granicą. Polacy najzwyczajniej w świecie nie mają kapitału i nic nie wskazuje, że go będą mieć. Wiele firm ma problemy z płynnością, także tych które są notowane na polskiej giełdzie, przeżywającej od 2008 r. poważny kryzys. W szczególności dotyczy to spółek Skarbu Państwa nieudolnie zarządzanych przez przysłowiowych obajtków. Firmy te są drenowane poprzez fikcyjne umowy sponsoringowe, usługi konsultingowe, prawnicze, gigantyczne wynagrodzenia i odprawy, rozpasane fundusze reklamowe, czy też obowiązkową zrzutkę na Polską Fundację Narodową, z której pieniądze wypływają do stowarzyszeń dobrze żyjących z władzą.

      Polska pomimo 15 lat obecności w Unii Europejskiej należy wciąż do jednych z najbiedniejszych krajów w Europie. Dwie wojny światowe spowodowały, że Polacy nie mieli szans na gromadzenie majątku, a często tracili to co udało się zdobyć z tak wielkim trudem. Jeszcze wcześniej Polska doświadczyła potopu szwedzkiego. Jego katastrofalne skutki porównywalne tylko z gehenną drugiej wojny światowe to gigantyczne zniszczenia, rabunek dóbr materialnych i kulturalnych, znaczne straty w ludności. Z dziesięciu milionów mieszkańców przeżyło sześć. Za wojną nadciągnęła zaraza. 123 lat zaborów to zapaść gospodarcza Polski, której skutki odczuwalne są do dziś. Przemarsze wojsk napoleońskich i nakładane kontrybucje, jak w przypadku Śląska doprowadziły do jego katastrofy gospodarczej.

      Po 1989 r. miała miejsce prywatyzacja majątku państwowego i uwłaszczenie nomenklatury. Dla maluczkich był Program Powszechnej Prywatyzacji, który miał uczynić z Polaków kapitalistów, a który zakończył się kompletną klapą. Narodowe Fundusze Inwestycyjne rozwiązano w 2005 r. Co stało się z ich majątkiem? Kto go przejął? Reforma emerytalna, słynne OFE, jedna z trzech reform za czasów rządów premiera Buzka to, kolejny przykład wyprowadzania z Polski majątku Polaków.

      Od 1989 r. Polska podlega stałej dezindustrializacji. Zniszczone zostały i to nie przez okupanta całe gałęzie przemysłu tak mozolnie budowanego po 1945, a przecież mieliśmy na dobrym technicznym poziomie przemysł stoczniowy, maszynowy, chemiczny, hutniczy, przemysł lekki, instytuty badawcze z dobrze wykształconą kadrą inżynierską. Po 1989 r. Polsce narzucono, a nasze elity polityczne się na to zgodziły, neoliberalny model gospodarki. Polska otworzyła bez okresu ochronnego dla polskich firm (tak jak to miało miejsce chociażby w przypadku Korei Południowej) swój duży 40 milionowy rynek konsumentów. Zagraniczni inwestorzy za ułamek ceny przejmowali polskie państwowe firmy często tylko po to, aby je następnie zamknąć likwidując w ten sposób konkurencję. W tym samym czasie polskie firmy dławione były osławionym popiwkiem tj. podatkiem od wzrostu wynagrodzeń. Wprowadzono sztywny kurs wymiany dolara niezwykle korzystny dla inwestorów zagranicznych, którzy wymieniali dolary po stałym kursie, a następnie umieszczali pieniądze w bankach na wysoko oprocentowanych lokatach, po roku odbierając ze 100 proc. zyskiem. Do 2004 r. przedstawiciele firm zagranicznych mogli wręczać łapówki w Polsce bez ponoszenia odpowiedzialności we własnym kraj za to z możliwością dopisania ich do kosztów uzyskania przychodów. Polska była traktowana przez inwestorów zachodnich tak jak najbardziej skorumpowane kraje Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Zorganizowany system korupcji przy czynnym udziale polskich oligarchów oraz służb specjalnych miał gwarantować jak najszybsze skolonizowanie gospodarcze Polski. Obecnie w Polsce 80% banków jest w posiadaniu inwestorów zagranicznych. Największe sieci handlowe to także domena zagranicy. Media (gazety, radio, telewizja, portale internetowe) w zdecydowanej większości to nie polski kapitał. Nawet wywóz śmieci i odpadów w dużych i średnich miastach zmonopolizowany jest przez firmy zagraniczne, które często nie do końca uczciwie transferują zyski do swoich krajów.

      Najważniejsze gałęzie polskiej gospodarki są w posiadaniu inwestorów zagranicznych, bądź polskich oligarchów. Żaden z nich nie zbudował swojej firmy od podstaw. Najczęściej przejmował majątek państwowy, bądź tak ja w przypadku firmy Optimus doprowadzał do jej przejęcia przy pomocy aparatu państwowego. Taka postawa doprowadziła do drenażu resztek polskiej konkurencyjności oraz spowodowała rozwarstwienie Polaków na niespotykaną skalę. To polskiemu premierowi Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu przypisuje się słowa, iż „pierwszy milion trzeba ukraść, potem zostaje się działający legalnie przedsiębiorcą”.

      Polscy oligarchowie doskonale potrafili się dopasować do systemu nieformalnych powiązań pasożytujących na zasobach publicznych . Klientelizm rozszerzył się na skalę niespotykaną w krajach zachodnich, obejmując polskich oligarchów, firmy zagraniczne, a często grupy przestępcze. Ich działanie nie było by możliwe na co wskazuje choćby afera z podatkiem VAT, bez udziału polityków i to na najwyższym szczeblu. Klientelizm w Polsce ma się doskonale także z uwagi na słabość instytucji państwowych („państwo teoretyczne”), a w szczególności wymiaru sprawiedliwości tj. prokuratury i sądów. Słabość świadomie utrzymywana przez wszystkie rządzące ekipy. Dzięki temu w Polsce można było i nadal można robić gigantyczne interesy nie mając kapitału ani wiedzy, wystarczy licencja na bezkarność. Przykłady ? Fozz, Amber Gold, Get Back, Art –B, Colloseum, WAG, reprywatyzacja nieruchomości warszawskich. Prawdziwi sprawcy tych afer nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

      Odpowiedź na pytanie dlaczego Polacy mało zarabiają jest skomplikowana. Jeszcze trudniejsza jest odpowiedź co zrobić, aby to zmienić, ale o tym w następnym artykule.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski


Chapeau-bas Panie Rulewski !

     Senator Jan Rulewski zapowiedział, że rozstaje się z Platformą Obywatelską, gdyż nie do za akceptowania dla niego jest zawarcie przez PO kolacji z SLD na wybory europejskie. W tym zachowaniu nie byłoby nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że jedynie Jan Rulewski zdobył się na odwagę jednoznacznego sprzeciwu wobec decyzji PO pójścia do PE , a także do Sejmu wspólnie z SLD. Byłem przekonany, a może zbyt naiwny, iż ta kontrowersyjna decyzji PO spotka się z dezaprobatą, jeśli nie większości to przynajmniej części członków PO. Wprost przeciwnie, odnoszę wrażenie, że działacze i sympatycy PO są wręcz zachwyceni genialnością strategii PO polegającej na zbudowaniu szerokiej koalicji wspólnie z SLD, bo udział w niej PSL, można jeszcze wytłumaczyć, aczkolwiek jest to zadanie dość karkołomne. Wygranie najbliższych wyborów za wszelką cenę stało się dla PO ważniejsze niż wartości na które bardzo często się powołuje. PO zapomniała, że żyją jeszcze ludzie, którzy byli prześladowani w PRL, ale żyją i znakomicie funkcjonują także ci, którzy czerpali profity z przynależności do PZPR i nadal zajmują bez względu na to kto aktualnie rządzi, uprzywilejowaną pozycję. Kilku z nich, jako tzw. „ kandydaci demokratyczni” kandydują do PE. Rozumiem doskonale, jak się czuje Jan Rulewski, gdy dowiaduje się, że z jego okręgu w wyborach europejskich będzie kandydował Janusz Zemke, który gdy wybuchł strajk w marcu 1981 r. w Bydgoszczy jako sekretarz propagandy KW PZPR redagował uchwały potępiające Solidarność. Po 1989 r. Janusz Zemke nigdy nie zdobył się na elementarną uczciwość wykonania pojednawczych gestów wobec Solidarności, a teraz Jan Rulewski ma czynnie pomagać w odnowieniu mandatu panu Januszowi Zemke, roznosić jego ulotki, rozklejać jego plakaty, zachwalając jednocześnie jego kandydaturę. Do takich zachowań został zmuszony Jan Rulewski przez PO, która nie dostrzega niczego niestosownego w promowaniu konformizmu i zamazywaniu historii. Inni „ wybitni kandydaci demokratyczni” tacy jak Leszek Miller, Marek Belka i Włodzimierz Cimoszewicz w czasach, kiedy większość Polaków pozbawiona była możliwości awansu zawodowego, ci panowie świetnie funkcjonowali czerpiąc różnorodne profity. Nie uważam siebie za osobę szczególnie pokrzywdzoną przez ówczesny system, ale doskonale pamiętam, a były to lata 80, iż nie wszyscy mogli wyjeżdżać na stypendia zagraniczne, jeśli w ogóle mogli wyjeżdżać za granicę. Wystarczyło mieć tak jak w moim przypadku wujka w Anglii, który czasie wojny walczył w armii Andersa, a wyjazd na stypendium zagraniczne stawał się niemożliwy. Pamiętam również, iż pomimo zdanego egzaminu sędziowskiego, zatrudnienie w sądzie na stanowisku sędziego wiązało się ze wstąpieniem do partii. Dlatego też rozumiem Jana Rulewskiego, natomiast PO za wygranie wyborów za wszelką cenę, mam nadzieje poniesie karę. Zapewne wówczas nagle znajdą się „odważni” członkowie tej partii, jak np. pan Michał Boni, który za złe Platformie nie miał tego, że wspólnie w wyborach startuje z SLD, tylko dalsze miejsce na liście do PE. Ale czy można się dziwić panu Boniemu?


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Donald, jak ty mnie imponujesz !

     Do Polski zawitał Donald Tusk- przewodniczący Rady Europejskiej, z zamiarem wygłoszenia wykładu w Audytorium Maximum na Uniwersytecie Warszawskim. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie występ poprzedzający wykład Donalda Tuska. Jako tzw. „ suport”- przypomnę, iż to słowo oznacza w potocznym pojęciu „zespoły lub solistów występujących przed występem właściwej osoby rozgrzewającej widownię, wypełniając czas pozostały do głównego występu” - wystąpił mało znany „artysta” Leszek Jażdżewski i trzeba mu przyznać, że spisał się znakomicie. Rozgrzał widownie do czerwoności, a oklaskom nie było końca. Czym sobie zasłużył na tak gorące przyjęcie ze strony naszej elity - byłego premiera i marszałka sejmu, ministrów poprzedniego rządu, rektora jednej z największych polskich uczelni jaką jest niewątpliwie UW. W wykładzie uczestniczyli także przedstawiciele duchowieństwa, dziennikarze, artyści, sędziowie i oczywiście studenci, nasza przyszłość, którzy szczególnie entuzjastycznie nagrodzili oklaskami, ale tu zaskoczenie, nie naszą gwiazdę - prezydenta Europy, tylko pana Leszka Jażdżewskiego, którego fundacja „Liberte” była współorganizatorem wykładu. Nie będę przytaczał głównych tez wystąpienia tego pana, gdyż nie są tego warte. Porównanie polskiego Kościoła do „ tarzającej się w błocie świni” to jedno z tych określeń, które wzbudziło szczególny aplauz zebranej elity. W pewnej chwili słuchając wykładu pana Jażdżewskiego poczułem się jakby ktoś mi napluł w twarz, będąc jednocześnie przekonanym, że na sali znajdzie się przynajmniej jedna osoba, a na pewno ksiądz Kazimierz Sowa, która głośno zaprotestuje, gdyż poczuje się tak samo obrażona jak ja przed telewizorem. Niezależnie bowiem od oceny polskiego Kościoła wydawało mi się, że w kraju w którym 95 % obywateli przyznaje się do katolicyzmu, gdzie elementarne przywiązanie do Kościoła, jego dziedzictwa i niewątpliwych zasług jest czymś co Polaków zawsze łączyło, wystąpienie pana Jażdżewskiego spotka się z natychmiastową reakcją. Przecierając oczy ze zdumienia zobaczyłem ludzi bijących brawo z zachwytem malującym się na ich twarzach. Próbowałem sobie tłumaczyć, że być może zadziałał efekt zaskoczenia i za chwilę stanie się to co wydawało się oczywiste. Na scenie pojawi się on – Donald Tusk prezydent Europy, nadzieja wielu Polaków i jednoznacznie odetnie się od występu pana Jażdżewskiego. Nic z tych rzeczy. Wówczas zrozumiałem, że przecież nie jest to możliwe, aby wystąpienie poprzedzające wykład tak ważnej osoby jaką niewątpliwie pozostaje Donald Tusk nie było z nim konsultowane. Na coś takiego nie pozwoliłby sobie nawet podrzędny polityk. Pan Jażdżewski powiedział to czego nie wypada powiedzieć przewodniczącemu Rady Europejskiej, który jest zbyt doświadczonym politykiem by pójść na takie ryzyko. Donald Tusk użył Jażdżewskiego dokładnie tak jak kiedyś posługiwał się Januszem Palikotem do mówienia rzeczy, których obwiał się powiedzieć zdając sobie sprawę, że może stracić w sondażach popularności. Wystąpienie Jażdżewskiego było w sposób przemyślany zaplanowane i to jest mój największy zarzut wobec Donalda Tuska. Ale czy można było spodziewać się czegoś innego? Donald Tusk kolejny raz udowadnia, że nie ma cech nie tylko męża stanu, ale polityka na którym można by polegać w trudnych czasach. Nigdy nie zrozumiem zachowania działaczy i członków PO, swoistego masochizmu, których większość nadal jest zachwycona jego osobą w sytuacji, gdy przypomnę, że w 2014 r. porzucił PO rezygnując z funkcji premiera i wybierając stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Tusk do ostatniej chwili ukrywał przed Polakami chęć objęcia nowego stanowiska twierdząc, że nigdzie się nie wybiera. Rezygnując z funkcji premiera w najtrudniejszym okresie dla PO, opuścił Polskę uciekając przed kolejnymi aferami. Zachował się jak ktoś kto porzuca rodzinę, żonę, dzieci, wybierając zagranicą większe pieniądze, młodszą żonę i zapominając o dzieciach. Tak postępuje mąż stanu, premier średniej wielkości państwa europejskiego? Nie do pomyślenia jest, aby jakikolwiek poważny polityk europejski w taki sposób się zachował. Nie do zaakceptowania byłaby taka wolta w wykonaniu premiera Francji, Włoch, Hiszpanii, czy też kanclerza Niemiec. Polityk, który zachowałby się tak jak Donald Tusk skazany byłby na banicję we własnym kraju, a jego partia wyrzuciłaby go z hukiem z własny szeregów. Jestem za tym, aby Polacy obejmowali najwyższe stanowiska w Europie i na świecie. Będąc w PE zawsze głosowałem, wprawdzie nieraz z zaciśniętymi zębami na Polaków, którzy mieli szansę objąć ważne stanowisko w strukturach UE, ale nie do zaakceptowania przeze mnie, a mam nadzieje, że także przez wielu Polaków jest decyzja Tuska, który w trakcie kadencji porzuca stare zabawki wybierając nowe i jeszcze wmawia mi się, że mam być z niego dumny, bo to przecież nasz człowiek. Nie byłem i nie będę dumny abstrahując już od faktu, że Donald Tusk nie wykorzystał szansy, którą mu dano. Kończąc swoją misję zostawia UE w stanie dużo gorszym niż zastał. Kryzys imigracyjny, stosunki z Rosją i Ameryką, brexit, ciągłe jątrzenie w Polsce to jego bilans zasług. Nadchodzą trudne czasy. Polsce potrzebni są mężowie stanu, ale nawet garnitur od Zegny, czy też umiejętność czytania przemówień po angielsku, bądź też sprawne posługiwanie się cytatami mędrców tego świata, to sorry Donald – stanowczo za mało.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Mądry Francuz po szkodzie

     We Francji rewolucja. „Żółte kamizelki” – protestujący od października w każdą sobotę Francuzi – zażądali likwidacji ENA – Ecole national d´ administration tj. Narodowej Szkoły Administracji – chluby Francji kształcącej elity francuskie od 1945 r. Wszyscy prezydenci Francji z wyjątkiem Mitteranda (za jego młodości ENA nie istniała) oraz Sarkoziego, który mówiąc oględnie nie spełniał warunków, aby być przyjętym w jej poczet – to absolwenci tej szacownej uczelni.

      Prezydent Francji Emmanuel Macron, a także wielu wybitnych przedstawicieli elity francuskiej uznało to żądanie za słuszne. Uczelnie kształcącą „arystokrację demokracji” uznano za passé, gdyż jej absolwenci jak wyraził się prezydent Macron po zdaniu egzaminów uzyskują pewność zatrudnienia na całe życie i to na najwyższych stanowiskach. Inny argument, który ma przemawiać za zlikwidowaniem tej instytucji to całkowite oderwanie jej absolwentów od realnego życia Francuzów, ich arogancja wynikająca z faktu, że często 26 latkowie, wybitnie zdolni, ale bez żadnego doświadczenia i wiedzy w konkretnej dziedzinie obejmują wysokie stanowiska państwowe wymagające najwyższej odpowiedzialności.

     Aby dojść do wniosku, że uczelnia kształcąca elity jest zbyteczna zajęło Francuzom kilkadziesiąt lat, a osobiście prezydentowi Macronowi kilka miesięcy żmudnych i wyczerpujących konsultacji z obywatelami Francji. Narzuca się wprost pytanie – i po co to Francuzom było? Wystarczyło przecież uważniej śledzić wydarzenia w Polsce, a nigdy takiego błędu by nie popełnili. My w Polsce nie potrzebujemy żadnej uczelni kształcącej elity, której absolwenci obejmowaliby najwyższe stanowiska w polityce, administracji, dyplomacji, czy też państwowych spółkach. My stworzyliśmy perfekcyjny system pod nazwą „Obajtek”. Cóż to takiego jest? Otóż w Polsce, aby dostać się do tej upragnionej elity trzeba spełnić kilka warunków: po pierwsze- należy oczywiście ukończyć wyższe studia – dobrze jest postrzegane uprzednie ukończenie szkoły rolniczej – trzeba bowiem trzymać się blisko ziemi w przeciwnym wypadku człowiek staje się arogancki. Wyższe studia najlepiej ukończyć zaocznie, bo studia stacjonarne to przecież strata czasu. Uczelnia powinna być najlepiej lokalna, taki nasz polski Oxford i ten warunek spełnia Prywatna Wyższa Szkoła Ochrony Środowiska w Radomiu. Należy oczywiście po ukończonych studiach zdobyć niezbędne doświadczenie np. znakomitą szkołą predestynującą do objęcia w przyszłości najwyższych stanowisk jest stanowisko wójta w Pcimiu. To wszystko jednak za mało – od przyszłego członka elity należy znacznie więcej wymagać. Aby znaleźć się w przyszłości w elicie świata biznesu należy odbyć przyspieszony kurs z prawa i ekonomii – zalecaną w tym przypadku szkołą jest uczestnictwo i to koniecznie czynne w postępowaniach karnych, w których należy brać udział co najmniej w charakterze podejrzanego. Postępowania karne najlepiej gdyby dotyczyły działania w zorganizowanej grupie przestępczej, wymuszeń rozbójniczych i zwrotu wierzytelności, a także oczywiście przyjmowania łapówek. Znajomość języków obcych jest zbytnim obciążeniem i przejawem poddania się imperializmowi kulturowemu. Poza tym pełnienie wysokiej funkcji wymaga przecież obecności tłumacza dla podkreślenia ważności zajmowanej pozycji. Spełniwszy powyższe warunki stajemy się wreszcie upragnioną elitą. Czas więc zacząć prawdziwą karierę. Pierwsze kroki można skierować, co jest dobrze widziane, do państwowej instytucji, np.

      Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, bo przecież dla członka elity pieniądze nie są najważniejsze. Jednakże nie należy zbytnio tracić czasu, bo członek elity mimo wszystko nie może otrzymywać wynagrodzenia, za które zgodnie z powiedzeniem naszej chluby europejskiej pani komisarz Elżbiety Bieńkowskiej pracuje tylko idiota albo złodziej. Stąd też po kilku miesiącach wyczerpującej harówki na państwowym awans do jednego z czterech największych koncernów grupy energetycznej tj. spółki Energa jest oczywisty i w pełni zasłużony. Ale nie na długo, albowiem koroną kariery menadżerskiej każdego polskiego biznesmena jest Orlen, bo przecież tylko tam można będzie w pełni wykorzystać doświadczenie zdobyte pełniąc funkcję wójta gminy Pcim oraz wyższe wykształcenie tak mozolnie zdobyte, bo dopiero w wieku dopiero 38 lat i to nie na byle jakiejś państwowej uczelni, tylko w Prywatnej Wyższej Szkole Ochrony Środowiska w Radomiu.

     W czerwcu tego roku z wizytą oficjalną przyjeżdża do Polski prezydent Francji Emmanuel Macron, oczywiście absolwent ENA. Być może będzie miał możliwość jak to często bywa przy okazji tego rodzaju wizyt, spotkać się z przedstawicielami polskiej elity świata polityki, kultury i biznesu. Na takim spotkaniu nie może oczywiście zabraknąć naszej gwiazdy, o której były rzecznik klubu parlamentarnego PIS Adam Hofman wyraził się, iż „to jest po prostu genialny człowiek, to jest doktor Judym naszej polityki”. Mam taką cichą nadzieję, że podczas spotkania z prezydentem Francji, pierwszej córy kościoła, pierwszej córy rewolucji, kraju który pokazuje światu drogę, który uważa się za gwiazdę, nasza gwiazda wytłumaczy panu prezydentowi, oczywiście przy pomocy tłumacza, wyższość systemu „Obajtek” nad francuską Narodową Szkołą Administracji.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski


W dniu 08.10.2019 r. odbyła się konferencja prasowa Bezpartyjnych i Samorządowców z okręgu ostrołęcko-siedleckiego, na której zaprezentowany został program jak również kandydaci. Media jak zwykle dopisały i dzięki nim wyborcy już 13.10.2019 r. będą mogli podjąć decyzje o wyborze najlepszych kandydatów do Sejmu.
Wywiad z adwokatem Markiem Czarneckim, kandydatem do Sejmu z listy Bezpartyjni i Samorządowcy.


    Panie Mecenasie, czy Polska jest państwem prawa ?

Badania opinii publicznej pokazują, że dzisiejsza Polska nie jest państwem prawa, a 40 % Polaków negatywnie ocenia działalność wymiaru sprawiedliwości i uważa, że jest on skorumpowany, a przecież zaufanie do sądów jest podstawą zaufania do państwa. Ten głos opinii publicznej powinien być potraktowany przez rząd jak dzwon alarmowy.

    A czy mógłby Pan podać jakieś konkretne przykłady potwierdzające te oceny ?

Łamanie i nieprzestrzeganie prawa przez organy władzy publicznej jest niestety codzienną praktyką. Dochodzi do absurdów. Przypomnę przypadek osiemdziesięcioletniej babci oskarżonej w procesie karnym o kradzież jednej kostki masła, czy też tragedię rodziny Olewników oraz samosąd we Włodowej, a także wypuszczenie przez sąd z aresztu dwóch psychopatów znęcających się nad żonami. Pamiętamy również sytuację, gdy sąd odmówił aresztowania pedofila, który po wyjściu z więzienia terroryzował ofiarę gwałtu i jej rodzinę.

    Czy w związku z tym sędziowie nie powinni ponosić odpowiedzialności za wydane wyroki?

Zawód sędziego wiążę się z potężną władzą. Nikt nawet premier ani prezydent nie ma takiej władzy nad obywatelem jaką ma sędzia. To sędzia często jednoosobowo decyduje o życiu człowieka, jego zdrowiu czy też majątku. Sędziowie, którzy wydają wyroki niesprawiedliwe i sprzeczne z prawem nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Ponad miarę rozbudowany immunitet sędziowski chroni skutecznie sędziów przed karą. Pociągnięcie do odpowiedzialności sędziego za nierzetelną pracę i złe wyroki w Polsce jest praktycznie niemożliwe. Dotychczas nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności nawet najbardziej skorumpowani sędziowie stanu wojennego, którzy nadal zajmują najwyższe stanowiska sędziowskie. Wielu sędziów wówczas sprzeniewierzyło się przysiędze i poszło na współpracę ze służbą bezpieczeństwa..

    Dlaczego Polacy tak długo czekają na wydanie wyroku ?

Sprawy sądowe w Polsce toczą się błyskawicznie zazwyczaj tylko wówczas, gdy dotyczą osób z pierwszych stron gazet, jak na przykład celebrytów. Tymczasem sprawy zwykłych obywateli toczą się latami. Nikt już wtedy nie pamięta, o co chodziło w sprawie.

   Sędziowie bronią się przed takimi zarzutami, twierdząc że zarabiają za mało.

Rzeczywiście polscy sędziowie wolą żądać dla siebie coraz wyższych pensji i urządzać dni bez wokandy, czyli nie pracować. Przypomnę więc, iż wynagrodzenie sędziego rozpoczynającego pracę zawodową wynosi 8 tys. zł, ale już w sądzie okręgowym to kwota 12 tys. zł. W Sądzie Najwyższym wynagrodzenie często przekracza kwotę 20 tys. zł. Prezesi Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego zarabiają powyżej 30 tys. zł. Sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości, a mogą to być także sędziowie sądów rejonowych, zarabiają więcej niż premier i prezydent. Pamiętajmy również, iż sędziowie nie płacą składek na ZUS od swoich wynagrodzeń. Oznacza to, że do kieszeni sędziów wpada więcej pieniędzy niż reszcie pracowników obciążonych składkami emerytalną, chorobową i rentową. Po przejściu na emeryturę sędziowie otrzymują 75% wynagrodzenia, o czym większość emerytów może tylko pomarzyć. Przywilejem sędziów, nieznanym innym grupom zawodowym jest tak zwany stan spoczynku, czyli wcześniejsza emerytura, przysługująca sędziom już po trzech latach pracy, w przypadku choroby. Sędziowie mają także prawo do dodatkowego wypoczynku do 12 dni w roku oraz do półrocznego urlopu na podreparowanie zdrowia. Ponadto, niskooprocentowane pożyczki na mieszkanie oraz nagrody jubileuszowe. Czy to mało ?

   Sędziowie często narzekają na nadmierną ich zdaniem ilość spraw i złe warunki pracy.

Jako poseł do Parlamentu Europejskiego bywałem w wielu sądach w Anglii, Francji czy też Niemczech i widziałem w jak w skromnych warunkach pracują sędziowie. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nakłady na sądownictwo w Polsce są wyższe niż w większości krajów europejskich.

   W takim razie dlaczego jest tak źle?

Środki na sądownictwo są niewłaściwie wydawane. Większość pieniędzy przeznacza się na budynki przypominające pałace często całkowicie niefunkcjonalne i przepłacone. Tymczasem środki finansowe powinny być przeznaczone na kształcenie sędziów, na przypominanie im, że sądy mają wymierzać sprawiedliwość, a nie tylko ślepo stosować prawo.

Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski


Reforma wymiaru sprawiedliwości według adwokata Marka Czarneckiego, kandydata do Sejmu z koalicji Bezpartyjni i Samorządowcy

Polskie sądownictwo jako jedno z nielicznych środowisk nie przeszło nie tylko lustracji, ale nawet reorganizacji po Okrągłym Stole. Taki był warunek ówczesnej strony komunistycznej. W konsekwencji polskie sądy działają niesprawnie, postrzegane są jako państwo w państwie, wyłączone nie tylko spod kontroli społecznej, ale także krytyki (o wyrokach sadów się nie dyskutuje). Często sądy są miejscem, w których ludzi spotyka niesprawiedliwość. Sądom zagraża korupcja, ale także nepotyzm. Z roku na rak coraz więcej obywateli skarży się na zachowanie sędziów na Sali sądowej, niesprawiedliwe wyroki, arogancje, spóźnienia. Sędziowie czują się bezkarni, a poziom zaufania kształtuje się na poziomie 20 %. Pomimo, iż Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem nakładów na sądownictwo, a liczba sędziów jest znacznie wyższa niż we Francji, to pod względem czasu trwania postępowań sądowych Polska zajmuje w Europie drugie miejsce, ale od końca. Prokuraturze zarzuca się służalczość, stosowanie aresztów wydobywczych, uzależnienie polityczne. Dlatego też niezbędna jest prawdziwa reforma wymiaru sprawiedliwości, stąd też moje propozycje.

I. Nominacja sędziowska powinna stanowić ukoronowanie kariery prawniczej, a nie być jej początkiem. Sędziów należy powoływać spośród doświadczonych zawodowo i życiowo wyróżniających się adwokatów, prokuratorów, radców prawnych i notariuszy. Zawód sędziego mogłyby wykonywać wyłącznie osoby, które ukończyły 35 rok życia i pracowały w jednym zawodów prawniczych co najmniej 5 lat. Obsadzanie stanowisk sędziowskich powinno odbywać się w drodze otwartych konkursów. Przesłuchanie kandydatów na sędziów powinno mieć charakter jawny i publiczny, zapewniający udział czynnika społecznego w ocenie kandydatur. W konsekwencji Krajowa Szkoła Sądownictwa powinna być ośrodkiem doszkalającym i badawczym dla wymiaru sprawiedliwości.

II. Nie ma żadnych powodów aby sędziowie oraz prokuratorzy dopuszczający się wykroczeń oraz przestępstw ukrywali się za immunitetem, który powinien chronić prokuratora i sędziego wyłącznie w sprawach, w których występuje w charakterze prowadzącego postępowanie (prokurator) bądź orzekającego (sędzia).

III. Pełnienie funkcji sędziego i prokuratora nie może być kojarzone z brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane czynności. Dlatego do kodeksu postępowania karnego należy wprowadzić zasadę osobistej odpowiedzialności prokuratorów i sędziów, którzy doprowadzili do bezpodstawnych aresztowań i bezzasadnych aktów oskarżenia. Osoby skrzywdzone na skutek błędnych decyzji prokuratorów i sędziów muszą mieć realne prawo do odszkodowań i zadośćuczynienia za krzywdę wynikłą z oczywistego braku podstaw oskarżenia.

IV. Koniecznym jest powołanie niezależnego od sądów i prokuratury organy orzekającego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i prokuratorów. Nie do zaakceptowania jest obecna sytuacja, orzekania w sądach dyscyplinarnych przez sędziów i prokuratorów.

V. Należy wprowadzić bezwzględny zakaz prowadzenia przez sędziów szkoleń dla adwokatów i radców prawnych oraz prowadzenie szkoleń dla prywatnych podmiotów, co jest przejawem korumpowania sędziów.

VI. Niezbędnym jest wyeliminowanie nepotyzmu w wymiarze sprawiedliwości, zlikwidowanie powiązań rodzinnych w sądach, stąd też należy wprowadzić ograniczenie polegające na niepołączalności zajmowanego stanowiska sędziego z wykonywaniem przez małżonka, krewnego lub powinowatego zawodu adwokata, radcy prawnego lub prokuratora.

VII. Zlikwidowany zostanie zawłaszczony przez partie polityczne Trybunał Konstytucyjny, zamiast którego o konstytucyjności stanowionego prawa będzie rozstrzygał Sąd Najwyższy, w którym kwestie te będą rozstrzygane przez Izbę Konstytucyjną.

VIII. Prokurator Krajowy powinien być wybierany w wyborach powszechnych spośród ubiegających się o to stanowisko prokuratorów, sędziów, adwokatów i radców prawnych.

IX. Sędziowie są od wymierzania sprawiedliwości i stosowania prawa, a nie od zajmowania się urzędniczymi sprawami i tworzeniem prawa. Dlatego należy ograniczyć delegowanie sędziów czynnych zawodowo do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości, celem uniknięcia powiązań miedzy władzą sądowniczą i wykonawczą. Delegowanie sędziów do Ministerstwa Sprawiedliwości jest sprzeczne z konstytucyjna zasada trójpodziału władzy i jest przyczyną zaległości w sądach oraz zagrożeniem dla niezawisłości sędziowskiej. Sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości nie powinni uczestniczyć w procesie tworzenia prawa, co ma miejsce obecnie, a nowe propozycje dotyczące wymiaru sprawiedliwości powinny być jedynie konsultowane ze stowarzyszeniami zrzeszającymi sędziów.

X. Należy wprowadzić wybieralnych sędziów pokoju do rozstrzygania drobnych przestępstw i wykroczeń, co odciążyłoby sądy powszechne, a także należy przenieść z sądów rejestrację spółek, stowarzyszeń, fundacji oraz rejestry wieczysto-księgowe. Zadania rejestracyjne przejmą notariusze, a księgi wieczyste będą prowadzone w urzędach powiatowych.

XI. Należy obniżyć wysokość opłat sądowych tak by nie pełniły funkcji fiskalnej i aby nie stanowiły bariery w dochodzeniu sprawiedliwości przez poszkodowanych.

XII. Koniecznym jest skrócenie czasu postępowań sądowych poprzez przyjęcie zasady, iż dana sprawa prowadzona jest w trybie dzień po dniu, a nie jak obecnie na posiedzeniach odległych od siebie o kilka miesięcy. Zwiększenie efektywności pracy sędziów powinno nastąpić poprzez zwiększenie etatów asystenckich służących do profesjonalnej obsługi sędziów, którzy powinni skupić się na pracy merytorycznej.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski


Kampania na wirusie

Coraz częściej słyszy się głosy, iż należy odłożyć w czasie termin wyborów prezydenckich, gdyż w obecnych warunkach nie ma szans na przeprowadzenie normalnej kampanii prezydenckiej. Elementarna uczciwość wobec obywateli powoduje, iż jedyną rozsądną decyzją jest wyznaczenie innego terminu wyboru prezydenta. W obecnej sytuacji reprezentanci mniejszych ugrupowań nie mają praktycznie szans nawet na zebranie stu tysięcy podpisów uprawniających kandydata do startu w wyborach. Podpisy zbierane są najczęściej w miejscach publicznych. W Warszawie takim miejscem, gdzie prawie wszystkie komitety zbierały podpisy była tzw. „patelnia”, stacja metra na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Piszę w czasie przeszłym, gdyż od tygodnia nikt podpisów już nie zbiera, a ruch praktycznie zamarł. Przy zbieraniu podpisów trudno bowiem zachować podstawowe zasady higieny w sytuacji, gdy kartę do głosowania miało w rękach co najmniej kilka osób, składając podpisy często tym samym długopisem. O bezpieczeństwie osoby zbierającej podpisy lepiej nie wspominać. Kolejny problem to skompletowanie komisji wyborczych. Ludzie zwyczajnie będą się bali zasiąść w tych komisjach, a chodzi tu o tysiące osób. Spotkań z wyborcami praktycznie nie ma, a mniej znani kandydaci na prezydenta przez dyskryminację ze strony mediów państwowych i prywatnych mają ograniczoną możliwość docierania do większej liczby wyborców.

Skoncentrowanie sił na zwalczaniu epidemii, bezpieczeństwo obywateli i poszanowanie praw konstytucyjnych nakazuje wszystkim siłom politycznym w Polsce doprowadzenie do przełożenia wyborów prezydenckich. Jak tego dokonać skutecznie i z poszanowaniem prawa? Jest kilka możliwości. Po pierwsze – art. 228 Konstytucji określa, iż w sytuacjach szczególnych zagrożeń, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej. W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie mogą odbyć się wybory Prezydenta Rzeczypospolitej.

W sytuacji w jakiej obecnie jest Polska, należałoby więc wprowadzić stan klęski żywiołowej, gdyż mamy do czynienia z katastrofą naturalną, o której mówi art. 232 Konstytucji. Nasuwa się pytanie, dlaczego rząd nie zdecydował się na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, tylko w trybie ekspresowym uchwalono Ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, która to ustawa tak naprawdę jest całkowicie zbędna.

Czemu a bardziej komu więc służy ta ustawa? Przede wszystkim pokazaniu, że rząd coś robi i panuje nad sytuacją, a nie tylko gada. W rzeczywistości przerzuca odpowiedzialność, a co najważniejsze koszty na samorządy lokalne i prywatnych przedsiębiorców, a w konsekwencji na obywateli. Ponadto większość rozwiązań przyjętych w ustawie znajduje się w ustawach o przeciwdziałaniu chorobom zakaźnym i zarządzaniu kryzysowym.

Wszystkie rozwiązania przyjęte w Ustawie z 2 marca mogły mieć zastosowanie ogłaszając stan klęski żywiołowej. Dlaczego więc go nie ogłoszono? Górę wzięła kalkulacja polityczna. Po pierwsze, nie mogłyby się odbyć wybory prezydenckie przewidziane na 10 maja. Ich termin musiałby zostać przesunięty na jesień, co dla głównego pretendenta do tytułu nie jest korzystne. Po drugie, nie trzeba być psychologiem, aby wiedzieć, iż sytuacja bez precedensu w jakiej znalazła się Polska, sprzyja obecnemu prezydentowi. Zawsze w sytuacjach zagrożeń ludzie nie są skorzy do zmiany władzy, wręcz przeciwnie, skupiają się wokół aktualnie rządzących. Obecnie sprawujący władzę prezydent w zasadzie nie musi robić kampanii, gdyż i tak jest na okrągło w mediach, a obywateli nie interesują programy wyborcze innych kandydatów,czemu nie ma się co dziwić, gdyż problemem numer jeden jest ich biologiczne bezpieczeństwo. W tej sytuacji nie będzie nawet drugiej tury wyborów, tak przynajmniej pokazują najnowsze sondaże.

Ale jest poważniejszy argument będący odpowiedzią na pytanie mnie nurtujące, dlaczego nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej. Otóż konsekwencją takiego rozwiązania byłaby możliwość zastosowania Ustawy o wyrównaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności praw człowieka i obywatela, zgodnie z którą każdemu kto poniósł stratę majątkową w czasie stanu nadzwyczajnego, służy roszczenie o odszkodowanie od Skarbu Państwa. Procedura jest prosta. Odszkodowanie przyznaje się na pisemny wniosek poszkodowanego, złożony do właściwego wojewody i wypłaca w terminie trzydziestu dni od doręczenia decyzji poszkodowanemu. Poszkodowany niezadowolony z decyzji w sprawie odszkodowania, może wnieść powództwo do sądu. Na podstawie tej ustawy każdy przedsiębiorca prowadzący sklep, zakład usługowy, rolnik, aktor, osoby uprawiające wolne zawody, każdy obywatel, który poniósł stratę majątkową uzyskałbyś odszkodowanie.

Sejm uchwalając ustawę z 2 marca, z której nie tylko byli dumni posłowie partii rządzącej, ale także ku memu zdumieniu posłowie opozycji i nie ogłaszając stanu klęski żywiołowej pozbawił Polaków, jak najgorszy okupant, możliwości uzyskania odszkodowania za poniesione straty. Zapewnienia rządu o pomocy dla przedsiębiorców, to żadna łaska, to ochłapy i mydlenie oczu w celu uspokojenia nastrojów. Jeśli rząd naprawdę chce pomóc, to najpierw niech pokryje straty wyrządzone własnym obywatelom, a później pomyśli o pomocy. Ani Ustawa z 2 marca, ani też Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 13 marca 2020 r. sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu zagrożenia epidemicznego nie przewidują możliwości domagania się odszkodowania za straty materialne od Skarbu Państwa.

Posłowie opozycji kolejny raz mieli okazję wykazania się refleksem, a przede wszystkim odpowiedzialnością, ale nie chcieli albo nie umieli z niej skorzystać, podobnie jak przy uchwalania ustawy o radiofonii i telewizji przyznającej tym mediom do 2024r. 10 mld złotych. Posłowie opozycji mogli to uczynić poprzez zerwanie kworum, które wynosi 230 posłów, plan się jednak nie powiódł, bo dwie wielce doświadczone posłanki Koalicji Obywatelskiej zamiast wyjąć karty do głosowania pomyliły się i … zagłosowały przeciw. Ale stała się rzecz jeszcze gorsza. Aż trudno w to uwierzyć, ale większość posłów opozycji była przekonana, że uchwalona ustawa dotyczy kwoty 2 mld złotych, a nie 10 mld. Jak można się było tak pomylić?

Dlatego uważam, iż odpowiedzialni posłowie opozycji tym razem nie powinni dopuścić wszelkimi prawnymi możliwymi sposobami do uchwalenia Ustawy z 2 marca, poprzez zgłoszenie żądania ogłoszenia przez rząd stanu klęski żywiołowej. Trudno mi to zrozumieć i wytłumaczyć dlaczego tak się nie stało, czyżby brak wiedzy, lenistwo, czy też świadome działanie, co oznaczałoby, że Jarosławowi Kaczyńskiemu opozycja się udała.

W tej całe sprawie zdumiewa mnie jedna rzecz. O ile coraz częściej odzywają się głosy domagające się zmiany terminu wyboru prezydenta, co wydaje się postulatem jak najbardziej słusznym, o tyle zapanowało całkowite milczenie odnośnie odszkodowań za straty majątkowe za okres od 13 marca, które zostałyby przyznane, gdyby ogłoszono stan klęski żywiołowej. Czyżby opozycja zrozumiała, iż kolejny raz została ograna przez PIS i woli milczeć, niż przyznać się do błędu, który będzie miał tragiczne skutki dla polskiej małej i średniej przedsiębiorczości?

Jak temu zaradzić, co należy niezwłocznie uczynić? Primo – Rada Ministrów powinna wprowadzić stan klęski żywiołowej, którego bezpośrednim następstwem będzie możliwość wypłacenia przez Skarb Państwa odszkodowań wszystkim tym, którzy ponieśli straty. Secundo – zmieniony powinien zostać termin wyborów prezydenta, aby mogły zostać przeprowadzone z poszanowaniem procedur i zapewnieniem bezpieczeństwa głosującym. Ktoś powie – łatwo mówić, trudniej zrobić. Dlatego proponuję, gdyby władza była głucha na liczne apele o zmianę terminu wyborów, wszyscy kandydaci solidarnie powinni zrezygnować ze startu w wyborach prezydenckich na znak protestu. Niech jedynym kandydatem będzie obecny prezydent Andrzej Duda i niech uzyska 100% głosów.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Jesteście naszymi bohaterami!

Niemal wszyscy kandydaci są zgodni – wybory prezydenckie powinny być przełożone z uwagi na obecną sytuację w kraju. Prezydent Andrzej Duda, który uczestniczy w kampanii mówi, że wyborcom nic nie zagraża. Przemierza kraj z południa na północ, przekonując obywateli, żeby zostali w domu. Jednak sondaże są bezlitosne. Wynika z nich, iż większość wyborców woli dmuchać na zimne i zostać w domu, niż przez brak rozwagi zarazić się wirusem. Może się zdarzyć, że w wyborach prezydenckich, które mają się odbyć 10 maja, wystartuje tylko kilku kandydatów. Pięć lat temu z dwudziestu trzech zarejestrowanych komitetów podpisy udało się zebrać jedenastu z nich. Od 13 marca zbieranie podpisów graniczy z cudem. Osobiście się o tym przekonałem zbierając podpisy na tzw. patelni w centrum Warszawy. O ile do 13 marca nie było żadnych problemów, to następnego dnia prośba o podpisy w najlepszym wypadku mogła się skończyć wyzwiskami, a w najgorszym pobiciem. Doświadczały tego wszystkie komitety wyborcze. „Prowadzenie kampanii w takich warunkach jest po prostu kpiną” – skarżył się Leszek Samborski, kandydat na prezydenta. Jego konkurent - Waldemar Witkowski był podobnego zdania. „8 marca organizowałem wydarzenie na Starym Rynku w Poznaniu. W innych wyborach zbierało się w tym miejscu zazwyczaj 500 – 700 podpisów, tym razem było ich 30 – 40. Ludzie boją się podchodzić, boją się wyciągnąć dowód. Atmosfera jest niesprzyjająca, bo ich głowy zajęte są czymś innym. Jest naprawdę problem i nie ukrywam, że takiego nie miałem nigdy’’.

Premier Mateusz Morawiecki 9 marca udzielając wywiadu CNN ostrzegał Polaków: „Myślę niestety, że szczyt jest jeszcze przed nami, będziemy prawdopodobnie mieli kilkanaście tysięcy przypadków zarażeń koronawirusem. To trzęsienie ziemi dla wszystkich. Albo zamknięcie państwa, albo setki zmarłych. Mamy wybór – ograniczenie aktywności społecznej do minimum, albo dziesiątki tysięcy chorych.”

Ministerstwo Obrony Narodowej 18 marca podjęło decyzję w sprawie użycia oddziałów i pododdziałów sił zbrojnych do pomocy Policji. To jedno z następstw obowiązującej od 8 marca tzw. specustawy. Wojskowi wspomagać mają policjantów w sprawdzaniu czy dane osoby wypełniają warunki kwarantanny. Wirusolog dr Grzesiowski uważa, że należy zamknąć miasta, a wybory 10 maja to tragifarsa. Prezydenci Gdańska, Wrocławia i Poznania wysyłają pismo do PKW z pytaniem, jak przeprowadzić wybory w czasie panującej epidemii. Wybory to tygodnie przygotowań. Czy w istniejących warunkach możliwe jest przeszkolenie do 10 kwietnia 250 tys. osób niezbędnych do obsadzenie komisji wyborczych? Opozycyjni kandydaci na prezydenta odwołują swoje spotkania z wyborcami. Małgorzata Kidawa - Błońska oraz Szymon Hołownia całkowicie zawiesili swoje kampanie z uwagi na surowe restrykcje związane z epidemią, które zakazują organizowania zgromadzeń publicznych dla ponad 50 osób, co sprawia, że prowadzenie normalnej działalności politycznej jest niemal niemożliwe. W tym samym czasie Jarosław Kaczyński w wywiadzie radiowym stwierdził, że „w tym momencie nie ma przesłanek konstytucyjnych do odkładania wyborów.” Wtórował mu Prezydent Andrzej Duda błyskotliwym stwierdzeniem, że przecież, „jeśli można pójść na zakupy do sklepu, to można pójść i na wybory.” Innego zdania był Wojciech Hermeliński, były szef PKW, który w odpowiedzi na propozycję Jarosława Kaczyńskiego, aby chodzić z urną do wyborców, którzy są na kwarantannie zauważył, że wybory przeprowadzone w takich warunkach będą niepowszechne, niedemokratyczne i nietajne. Przypomniał także, że zmiana prawa wyborczego na 6 miesięcy przed wyborami jest niezgodna z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.

Polski rząd nie przejął się także zbytnio negatywnym przykładem Francji, gdzie pomimo licznych ostrzeżeń odbyła się 15 lutego pierwsza tura wyborów samorządowych. Druga tura już się nie odbyła. Kilku członków komisji wyborczych zostało zakażonych wirusem. Grupa 600 francuskich lekarzy złożyło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez byłą minister zdrowia i obecnego premiera Francji, iż byli świadomi zagrożenia, ale nic nie zrobili.

Znany konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski wypowiedział się, iż za wstrzymywanie decyzji o ogłoszeniu stanu klęski żywiołowej, prowadzące do przeprowadzenia wyborów z narażeniem życia i zdrowia obywateli, premier może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Z kolei prof. Andrzej Zoll, były prezes TK i przewodniczący PKW podkreślił, że „cały czas działamy niezgodnie z przepisami dotyczącymi wyborów. Sama decyzja dopuszczenia do wyborów jest niezgodna z ordynacją wyborczą i konstytucją.” Zdaniem rzecznika i najprawdopodobniej przyszłego prezesa Sądu Najwyższego, sędziego Michała Laskowskiego, będą istniały podstawy do uznania protestów wyborczych za zasadne, z uwagi na ograniczenia związane z epidemią koronawirusa.

W tym samym czasie, gdy politycy oraz tzw. autorytety wszelkiej maści usiłowali przekonać do swoich racji, kraj musi funkcjonować. Sytuacja jest nadzwyczajna pomimo,iż rząd twierdzi, że wszystko jest pod kontrolą, używając jednocześnie terminologii wojennej.

Na pierwszej linii frontu nie są jednak ci, którzy zawsze mieli coś do powiedzenia i to na każdy temat. Nie słychać także tych, którzy z takim przekonaniem usiłowali nam wmówić, że po co nam państwo, a jeśli już musi być, to takie maciupeńkie, najlepiej taki nocny stróż, a niewidzialna ręka rynku zapewni nam dobrobyt. Tych, którzy płacili uczciwie podatki uznawano za frajerów. Dla dużych były raje podatkowe, a dla koncernów zagranicznych państwowe dotacje, o których polski mały i średni przedsiębiorca mógł tylko pomarzyć.

Nagle okazało się, że tylko dobrze zorganizowane państwo, a nie państwo z dykty, może stawić czoła tak groźnemu wrogowi, jakim okazał się koronawirus. Wreszcie, mam taką nadzieję, że co do niektórych dotarło, iż w obliczu śmiertelnego zagrożenia jakim jest obecna epidemia, możemy liczyć tylko na własne państwo, a nie na Unię Europejską, czy też naszych prawdziwych bądź wyimaginowanych sojuszników.

Dzisiaj na pierwszej linii frontu jest służba zdrowia – lekarze, ale nie lekarze biznesmeni, pielęgniarki, ratownicy medyczni, salowe, kierowcy karetek, farmaceuci. Bez ich pracy i poświęcenia jesteśmy bezradni. Ale jest także druga linia frontu, często niewidoczna i niedoceniana. To ci wszyscy, dzięki którym żyjemy; to rolnicy, sprzedawcy, pracownicy firm spożywczych i transportowych, poczty, stacji benzynowych, banków, piekarze, policjanci, żołnierze, robotnicy, pracownicy komunalni pogardliwie nazywani śmieciarzami. Bez ich pracy kraj stanąłby w miejscu. Powoli uświadamiamy sobie, co jest istotne w momentach decydujących o naszym życiu i zdrowiu. Trudno mi sobie nawet wyobrazić co by się stało, gdyby kasjerki w sklepach, na które często z taką wyższością spoglądamy, odmówiły pracy. Z większym uznaniem dostrzegamy pracę tysięcy pracowników Poczty Polskiej, a często są to osoby tuż przed emeryturą. Schowani w naszych domach i mieszkaniach, narzekając na liczne ograniczenia, a niektórzy na nudę, może wreszcie docenimy pracę kurierów, którzy się dwoją i troją, aby nadążyć z zamówieniami. Lista pracowników, dzięki którym możemy obecnie w miarę normalnie żyć, jest długa. Co ich wszystkich łączy? Często brak uznania dla ich pracy oraz niskie wynagrodzenia, a także uciążliwe warunki pracy. Dla przykładu – wynagrodzenie ratownika medycznego, a są to osoby często z wyższym wykształceniem, to kwota w granicach 3 tys. zł. Jeszcze niższe wynagrodzenia otrzymują salowe, bez których pracy, żaden szpital nie może normalnie funkcjonować. Nędzne wynagrodzenie to tylko część problemów. Dochodzą do tego uciążliwe warunki pracy. Czy ktoś z nas klientów galerii handlowych zgodziłby się pracować za 2 tys. zł. w ciągłym hałasie, przy dudniącej muzyce z głośników i na okrągło puszczanych reklamach? Na dodatek na stojąco, bez możliwości odpoczynku, nawet na chwilę. Czy załatwiając sprawy w okienku na poczcie lub w banku koniecznie musimy jednocześnie rozmawiać przez telefon? Czy listonoszom Poczta Polska nie mogłaby zakupić rowerów dostosowanych do rozwożenia przesyłek, tylko zmusza ich do korzystania z własnych rowerów? Nasuwa się pytanie – gdzie jest i co robi Państwowa Inspekcja Pracy, zatrudniająca tysiące inspektorów kontroli przechowalnia wielu nieudaczników.

Panujący wirus to nie tylko zagrożenie dla naszego zdrowia, a nawet życia, to być może także ostrzeżenie, abyśmy wreszcie się opamiętali i przebudzili, poskromili własny egoizm i pseudo- indywidualizm, w myśl hasła „róbta co chceta” i zaczęli godnie wynagradzać i uczciwie traktować tych, których praca jest niezbędna i społecznie użyteczna.

Niech więc raz na zawsze samorządy i spółki skarbu państwa przestaną opłacać piłkarzy, którzy nie są w stanie utrzymać swoich rodzin za 30 tys. miesięcznie, bo do takiej kwoty właściciel klubu Jagielonii Białystok zaproponował obniżenie ich wynagrodzeń, na co oczywiście się nie zgodzili.

Bez problemu zatrudnimy w Spółkach Skarbu Państwa wybitnych i doświadczonych fachowców i to niekoniecznie, jak w przypadku „Orlenu”, byłego wójta Pcimia i niekoniecznie za kilka milionów złotych rocznie.

Koronawirus uświadomił nam również, że doskonale możemy się obejść bez pseudoartystów i celebrytów, zarabiających krocie i najczęściej pasożytujących na państwowych pieniądzach.

Do wielu z nas wreszcie chyba dotrze, jakim marnotrawstwem był i jest transfer pieniędzy w ramach programu socjalnego 500 plus także dla rodzin o wysokich dochodach. Czyż nie jest absurdem, że z 500 plus może także korzystać pani Kulczyk, miliarderka? Czy nie lepiej było te pieniądze przeznaczyć dla najmniej zarabiających lub inwalidów ? Czy bez trzynastej emerytury nie przeżyje sędzia Trybunału Konstytucyjnego, którego emerytura wynosi 17 tys. zł. ? Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność, pokazując absurdy funkcjonowania naszego państwa.

Jadąc samochodem ulicami opustoszałej Warszawy, dostrzegłem bilbord, jakiego nigdy wcześnie nie widziałem. Nie był to bilbord wyborczy. Przedstawiał kilku pracowników jednej z sieci handlowych, z napisem wielkimi literami: „Jesteście naszymi bohaterami.” Moimi także.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Maseczki z biustonosza

Na początku lutego miałem zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w konferencji World Summit 2020 w Seulu, w której wzięło udział 3000 osób ze 172 krajów, przedstawicieli biznesu, świata polityki oraz ruchów religijnych.

Wyjazd do Korei wiązał się z pewnym ryzykiem, z uwagi na coraz bardziej dramatyczne informacje o przypadkach zachorowań na koronawirusa. Po wylądowaniu na lotnisku u wielu pasażerów można było zauważyć maseczki. Pasażerowie poddani byli także kontroli temperatury. W przypadku wykrycia podwyższonej temperatury zarządzana była przymusowa kwarantanna. W wielu miejscach zainstalowane były dozowniki z płynem do mycia rąk. Pracownicy lotniska byli wyjątkowo wyczuleni na najmniejsze przejawy grypy. Gdy zdarzyło mi się kichnąć, to natychmiast podano mi maseczkę…gratis.

Lot powrotny z Seulu do Warszawy przebiegał rutynowo z wyjątkiem komunikatu kapitana samolotu, który przejętym głosem poprosił pasażerów o dokładne i zgodne z prawdą wypełnienie formularza, rozdanego wszystkim pasażerom przez załogę samolotu. Formularz był bardzo szczegółowy. Należało podać m.in. kraj docelowy, miejsce pobytu, nazwę hotelu, dane osoby, którą należałoby powiadomić w przypadku zachorowania. Wielu osobom wypełnienie kwestionariusza sprawiało kłopot, gdyż zdecydowana większość pasażerów to byli Koreańczycy, a formularze były wyłącznie w języku polskim i angielskim. Widocznie nasze władze uznały, iż każdy Koreańczyk, jeśli nie zna angielskiego, to z pewnością nie ma problemów z językiem polskim. Tym bardziej musi to budzić zdziwienie w sytuacji, gdy LOT ma z Koreą pięć połączeń tygodniowo, a zdecydowana większość pasażerów to Koreańczycy. Komunikat o konieczności starannego wypełnienia formularza był ponawiany kilkakrotnie z dodatkową informacją, iż zostaną one nam odebrane na lotnisku w Warszawie.

Z pewną satysfakcją pomyślałem sobie, że jednak pan poseł Bartłomiej Sienkiewicz nie ma racji mówiąc o państwie polskim, że to „ch…, dupa i kamieni kupa’’. Poza drobnym zgrzytem z brakiem formularza w języku koreańskim, państwo polskie pokazało, że nie tylko dba o zdrowie polskich obywateli, ale także przestrzega reguł międzynarodowych. Pomysł z formularzem miał spowodować, iż w przypadku wykrycia wirusa u któregokolwiek z pasażerów, istniałaby możliwość ustalenia miejsca pobytu pozostałych uczestników lotu, a w konsekwencji zarządzenie przymusowej kwarantanny. Miało to szczególne znaczenie w sytuacji, gdy dla wielu pasażerów warszawskie lotnisko miało charakter tranzytowy. Tym większe było moje zdumienie, gdy okazało się, że na lotnisku w Warszawie nikt z personelu nie poprosił nas o formularze. Karni i zdyscyplinowani Koreańczycy próbowali interweniować, ale bez skutku. Około 300 pasażerów rozjechało się po całym świecie bez możliwości ustalenia ich miejsca pobytu.

W Korei po Chinach występuje najwięcej przypadków koronawirusa. Prawie 5000 osób jest zarażonych, kilkadziesiąt osób zmarło. Co na to polskie władze? Prezydent Andrzej Duda po powrocie z nart, zwrócił się do marszałek Elżbiety Witek o zwołanie pilnego posiedzenia Sejmu, co też nastąpiło. Minister Zdrowia solennie zapewnił, że w Polsce nie ma ani jednego przypadku koronawirusa. „ Od tego co przekażecie ludziom, którzy wam ufają i wam wierzą, zależy czy będziemy mieli epidemię koronawirusa, czy epidemię paniki’’, grzmiał z trybuny sejmowej. Minister przestrzegał, aby nie wykorzystywać tego tematu w bieżącej walce politycznej. Ministra Zdrowia przebił szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który oświadczył z mównicy sejmowej: „ Wiem, że jest lek na koronawirusa. To nieskomplikowana mikstura. Tworzymy ją we własnych głowach. To odpowiedzialność, wiedza, dostęp do informacji.’’ Udzielił też Polakom na łamach jednej z gazet porady, aby robić maseczki…z biustonoszy. Czyż to nie jest genialne?

W Polsce co pewien czas powraca temat budowy elektrowni atomowej, a nawet wyposażenia Polski w broń atomową. Może to i dobry pomysł, ale z drugiej strony, gdy pomyślę sobie jakich mamy nieodpowiedzialnych polityków i urzędników, to wybieram tradycyjne elektrownie i konwencjonalne siły zbrojne. Nawet kardynalne błędy niczego nas nie uczą. W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 osób, polska elita. Sędzia, w uzasadnieniu do wyroku w sprawie przeciwko Tomaszowi Arabskiemu wskazał, iż nie tylko on powinien ponieść odpowiedzialność, ale także przedstawiciele kancelarii prezydenta i MON. Czy ponieśli? Nie. Tomasz Arabski zamienił pracę w Kancelarii Premiera na ambasadora w Madrycie. Premier Donald Tusk nie tylko nie poniósł odpowiedzialności politycznej, co wydawało się oczywiste, ale kilka lat po katastrofie przewodził całej Europie, z czego my Polacy mieliśmy być dumni. Prokuratora nie kwapiła się, aby komukolwiek z osób winnych postawić zarzuty i nie postawiła, dwukrotnie umarzając sprawę. Tylko wyjątkowa determinacja kilku rodzin, których najbliżsi zginęli w katastrofie, doprowadziła do procesu przeciwko Tomasowi Arabskiemu w trybie … prywatnoskargowym. Czyż to nie ironia losu, nie to nie ironia losu, to brak odpowiedzialności i serwilizm prokuratury. Sąd skazał Tomasza Arabskiego za niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu do Smoleńska na karę dziesięciu miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. Jeden komentatorów stwierdził, że to poziom kradzieży na straganie. Gdyby sąd uznał Tomasza Arabskiego za niewinnego to mógłbym to zrozumieć, ale uznanie go za winnego niedopełnienia obowiązków i wymierzenie kary dziesięciu miesięcy w zawieszeniu to zwykły skandal. Takie właśnie wyroki powodują brak odpowiedzialności u naszych polityków i urzędników.

Co łączy sprawy, wydawałoby się tak odległe, jak epidemia koronawirusa i katastrofa smoleńska? To brak odpowiedzialności, a także nieprzestrzeganie prawa oraz procedur. W przypadku lotu z Seulu do Warszawy nieodebranie kwestionariusza od pasażerów, którzy rozjechali się po całym świecie, może narazić tysiące ludzi na śmierć. Do katastrofy smoleńskiej nigdy by nie doszło, gdyby przestrzegano elementarnych procedur. Dlatego mamy państwo z dykty, a maseczki z biustonoszy.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Stefan Hambura

Odszedł Stefan Hambura. Piszę odszedł, bo nie potrafię użyć innego słowa. Stefana poznałem 25 lat temu, był i będzie moim Przyjacielem i mam nadzieję, że on też tak o mnie myślał.

Stefan miał dwie pasje – prawo i polityka. Jako adwokat wykształcony w Niemczech był, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości, najbardziej znanym niemieckim adwokatem w Polsce. Gdy wchodziliśmy do sądu, Stefan nie musiał pokazywać legitymacji adwokackiej, wszyscy go znali. Potrafił walczyć i to wydawałoby się w beznadziejnych sprawach. To dzięki Jego wyjątkowej determinacji, osądzone zostały osoby odpowiedzialne za katastrofę smoleńską. Ten proces przyniósł Stefanowi rozgłos, ale ja będę Go pamiętał z tych spraw, w których razem występowaliśmy, bez udziału kamer i zainteresowania mediów.

Jako adwokat, Stefan odniósł sukces, aczkolwiek jego nazwiska nie można było znaleźć w pseudo rankingach najbardziej znanych i wpływowych adwokatów. Za swoje niewątpliwe zasługi nigdy nie otrzymał nawet najskromniejszego uznania ze strony samorządu adwokackiego.

Druga pasja Stefana to była polityka. Miał wszelkie atuty, aby osiągnąć sukces – był rozpoznawalny (słynne okulary), lubiany, z ogromną wiedzą, perfekcyjnym niemieckim. Gdy zbliżał się termin wyborów, Stefan był jak żołnierz, gotów do walki. Nie był przykładem kawiarnianego polityka i kunktatora, dla którego miejsce na liście wyborczej jest ważniejsze od wyznawanych wartości. Niestety, pomimo niewątpliwych zalet, nie został posłem ani senatorem. Gdy Jego koledzy obejmowali najwyższe stanowiska w Państwie, kwalifikacje Stefana nie znajdywały uznania. Wielka strata.

Stefan był, zapewne nie wszyscy o tym wiedzą, współzałożycielem i Prezesem Światowego Kongresu Polaków. Jego odejście w dniu drugiego maja, kiedy obchodzimy Dzień Polonii i Polaków za Granicą, jest symboliczna. Stefan, będzie nam Ciebie bardzo brakowało.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Pan Jarosław Kaczyński Wiceprezes Rady Ministrów

Z okazji powołania na stanowisko Wiceprezesa Rady Ministrów, proszę przyjąć moje gratulacje oraz życzenia osiągnięcia wszystkich zamierzonych celów. Mam nadzieję, że nowe stanowisko pozwoli Panu w pełni wykorzystać znakomite kwalifikacje zawodowe oraz podjąć temat szczególnie mi bliski, a jestem przekonany, że także Panu, jaką jest ochrona zwierząt.

Dlatego z ogromną satysfakcją przyjąłem wiadomość o uchwaleniu przez Sejm ustawy o ochronie zwierząt autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, zakładającej zakaz hodowli zwierząt na futra, wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych oraz uboju rytualnego tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych.

Warto przypomnieć, że większość państw europejskich – od Anglii po Czechy –zakazała hodowli zwierząt na futra. Dzięki uchwalonej ustawie Polska dołączyła do państw, mogących szczycić się tym, że w sposób humanitarny traktuje nie tylko ludzi, ale i zwierzęta.

Podzielam pogląd, iż odpowiedzialność za zwierzęta jest tym samym, co odpowiedzialność za ludzi i że każdy dobry człowiek powinien poprzeć tę ustawę. Znane jest jednoznaczne stanowisko w kwestii ochrony zwierząt najwyższych autorytetów duchowych i świeckich -świętego Franciszka, Jana Pawła II, Benedykta XVI. To Gandhi powiedział, iż ,,wielkość narodu i jego postęp moralny można poznać po tym w jaki sposób obchodzi się on ze swymi zwierzętami”.

Kolejnym i niezbędnym krokiem w celu zapewnienia ochrony praw zwierząt powinno być powołanie pełnomocnika Prezydenta RP do spraw ochrony zwierząt. Przywrócenie tego urzędu wydaje się dzisiaj być wysoce pożądane zarówno ze względów etycznych jak i edukacyjnych. Pragnę przypomnieć, iż to Prezydent Lech Kaczyński, w którego działaniach istotne miejsce zajmowała kwestia ochrony zwierząt, w styczniu 2009 r. powołał pełnomocnika do spraw ochrony zwierząt.

W Polsce jest wiele osób, które poza niezbędnymi kwalifikacjami do pełnienia tej zaszczytnej funkcji mają serce dla zwierząt, ale na dwie postaci chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Jedną z nich jest Pani Dorota Sumińska, wspaniały lekarz weterynarii, pisarka, publicystka. W TOK FM prowadzi audycję ,,Wierzę w zwierzę’’, autorka książki ,,Dość’’, do bólu prawdziwy, gorzki i bolesny głos w sprawie zwierząt i ludzi, ale co dla mnie najistotniejsze, jak sama przyznaje w wywiadzie dla magazynu ,,Wyborczej’,,dom wybudowałam dla nich - dla sześciu psów i piętnastu kotów. Skąd? Dzwonią woluntariusze schronisk z całej Polski i czasami mówią: ,, On tu umiera”. No i jak pozwolić na to? Wszystkie moje zwierzęta są po przejściach’’.

Drugą osobą, która także w pełni zasługuje na pełnienie funkcji pełnomocnika do spraw zwierząt jest Pani Lidia Bagińska, adwokat i radca prawny, były Sędzia Trybunału Konstytucyjnego, autor Komentarza do prawa wekslowego i prawa czekowego, oraz książek Skarga o stwierdzeniu niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia, Skargi Konstytucyjnej i Skargi kasacyjnej w postępowaniu cywilnym j (Wydawnictwo C.H. Beck). Pani mecenas była także wykładowcą w Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji, a także wykładowcą na szkoleniach dla aplikantów adwokackich w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie. Ekspert prawny w komisjach sejmowych oraz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, członek rad nadzorczych wielu spółek.

Pani Lidia Bagińska, to wybitny prawnik, ale przede wszystkim osoba kochająca zwierzęta, którą wybrało sobie dziesięć kotów i dwa psy, poza jednym wszystkie po przejściach.

W imieniu własnym, ale jestem głęboko przekonany, że także w imieniu wszystkich tych, którzy szczerze walczą o prawa zwierząt, proszę Pana o podjęcie działań, które doprowadzą do powołania pełnomocnika Prezydenta RP do spraw ochrony zwierząt, przywrócenia urzędu zapoczątkowanego przez Pana Brata - Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Warszawa, 21 stycznia 2021 r.


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski



Moja teoria spiskowa

,,Lockdown (zamknięcie) to podejście średniowieczne, katastrofalne ekonomicznie oraz społecznie, które nie było konieczne. Głównym celem COVID - 19 było maksymalne zarażenie tak wielu ludzi jak to tylko możliwe, maksymalne zadłużenie tylu państw, jak to tylko możliwe, w ramach próby wykreowania nowego ładu społeczno - gospodarczego. Dziś mamy wiedzę historyczną dotycząca pandemii i jej skutków i wiemy, że w większości państw reakcje były zdecydowanie przesadzone i niepotrzebne”. (Business Insider z19 lipca 2020 r.)

Czyżby kolejna teoria spiskowa, jeszcze jeden oszołom, czy też niedouczony ekonomista? Nie, to prof. Konrad Raczkowski, były wiceminister finansów, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, dyrektor Instytutu Ekonomicznego Społecznej Akademii Nauk.

W Polsce w czasie epidemii udało się nawet przeprowadzić wybory prezydenckie, mimo iż liczba zachorowań w lipcu była dużo większa niż w maju. Przy okazji koronawirusa znowelizowano także ustawę z 2 marca 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie systemu ochrony zdrowia związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID - 19, zawieszając na czas epidemii odpowiedzialność karną urzędników za przekroczenie przepisów przy zamówieniach publicznych, co stanowi wręcz zaproszenie i zachętę do wszelkiej maści przewałek. Skutki wszyscy znamy: przepłacone maseczki, nadające się tylko do wyrzucenia testy na koronawirusa, zamówione i z góry zapłacone respiratory, których nikt nie widział na oczy. W normalnym państwie w okresie zagrożenia, a stan epidemii niewątpliwie spełnia ten warunek, przepisy o odpowiedzialności karnej się zaostrza, u nas… odwrotnie. Co ciekawsze, za takim rozwiązaniem głosowała także opozycja wychodząc chyba słusznie z założenia, że przepis zwalniający z odpowiedzialności karnej to prawdziwy skarb, który może się okazać przydatny w przypadku dojścia do władzy, a także w sytuacji, gdy główny strateg gospodarczy Polski - Minister Rozwoju, Wicepremier Jadwiga Emilewicz zapowiada ( Gazeta .pl.), iż ,,po epidemii na rynek niemal z dnia na dzień trafi 40 mld zł. Nad Polską przeleci olbrzymi helikopter z pieniędzmi.” Przeleci…, ale czy wyląduje?

Ale co tam jakieś 40 mld zl. Prawdziwy grad pieniędzy zapowiedzieli przedstawiciele 27 państw Unii Europejskiej na szczycie w Brukseli. W ramach Funduszu Odbudowy Komisja Europejska pożyczy od zewnętrznych instytucji finansowych gigantyczną kwotę 750 mld euro, na którą składa się 390 mld euro tzw. bezzwrotnych subwencji (termin mylący o czym w dalszej treści artykułu) i 360 mld euro kredytów gwarantowanych przez wszystkie kraje Unii. Sytuacja bez precedensu – po raz pierwszy w historii Komisja Europejska zaciąga astronomiczny kredyt 750 mld euro, obciążając spłatą państwa członkowskie, co dla niektórych może być nie do udźwignięcia.

Kto na tym skorzysta, a kto straci? Z kwoty 390 mld euro subwencji największym beneficjentem są Włochy, które na walkę z następstwami koronowirusa otrzymają 81 mld euro, Hiszpania 80 mld euro i Francja 40 mld euro. Niemcy, Holandia, Szwecja, Dania i Austria uzyskali znaczące obniżenie składki członkowskiej. Holandia też może mówić o sukcesie, gdyż zapewniła sobie możliwość nie wpłacania do kasy Unii części przychodów z ceł.

Ale o największym sukcesie mogą mówić ci, którzy nie brali bezpośrednio udziału w szczycie przedstawicieli rządów państw UE – to instytucje finansowe, które pożyczą pieniądze Komisji Europejskiej, z gwarancją solidarnej spłaty przez wszystkie państwa członkowskie. Genialny interes. Chapeau bas – prezydent Francji Emmanuel Macron naprawdę dużo się nauczył pracując w banku Rothchilda.

Wiemy już kto zyskał – w takim razie czy ktoś stracił? Polscy negocjatorzy wynegocjowali 34 mld euro subwencji, co niewątpliwie stanowi znaczącą kwotę, ale jej otrzymanie jest uzależnione dodatkowo od przestrzegania przez Polskę zasad praworządności z czym delikatnie mówiąc, mamy pewien problem. Kwoty tej możemy także nie otrzymać, gdy okaże się, że…zbyt dobrze sobie radzimy z popandemiczną odbudową gospodarki, co nie jest wcale wykluczone. Ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze nas czeka po 2027 r., gdy nadejdzie czas spłaty kredytu zaciągniętego przez UE, a wówczas Polska jako płatnik netto będzie musiała zwrócić do kasy Unii 14,8 mld euro z otrzymanych 34 mld euro, gdy się okaże, że planowane dodatkowe przychody Unii z tytułu sprzedaży zezwoleń na emisje z tytułu CO2, tzw. opłata węglowa za emisje nakładana na towary importowane spoza Unii, opodatkowanie działalności korporacji międzynarodowych na terenie Unii oraz podatek cyfrowy nie wystarczają na spłatę kredytu. A wszystko to w imię solidarności europejskiej, niewiele mającej wspólnego jak się okazuje z elementarną sprawiedliwością, gdyż o czym chyba wielu zapomniało, albo nie chce pamiętać, pomimo 16 lat w UE, wciąż należymy do grupy najbiedniejszych państw. W najbliższej przyszłości możemy również zapomnieć o wyższych dopłatach dla rolników, na badania rozwojowe, służbę zdrowia, gdyż przedstawiciele 27 państw zadecydowali o obniżeniu funduszy na powyższe cele.

O ostatnim szczycie niektórzy mówią, że miał charakter historyczny i mają rację, nie tylko ze względu na imponującą kwotę kredytu zaciągniętego przez UE gwarantowaną przez państwa członkowskie, ale na przyspieszonej, żeby nie powiedzieć ekspresowej federalizacji i fiskalizacji UE pod bezdyskusyjnym przywództwem Niemiec. Bez koronawirusa, a przede wszystkim bez zamknięcia na wiele miesięcy gospodarek europejskich, a w konsekwencji wywołania recesji na niespotykaną skalę w powojennej historii Europy, w ciągu zaledwie kilku miesięcy Niemcy osiągnęli cel, który wydawał się mało realny i bardzo odległy. Aż się nasuwa słowo – Blitzkrieg. I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe?


Marek Czarnecki
adwokat, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski